Wiek: 4-6 lat | Czas trwania: ok. 6 min | Cel: wyciszająca bajka na dobranoc

Czas na chwilę relaksu z ulubionymi bohaterami serii „Tuptuś Tenrek i Szeptające Korzonki”. Przeczytaj ciepłą bajkę na dobranoc, która wycisza dziecko i pomaga mu spokojnie zasnąć. Wspaniała propozycja na wyciszenie po długim dniu.

Po cichutkim deszczu las pachniał mokrą ziemią i słodką trawą. Na igiełkach sosen wisiały małe krople. Jedna kropla spadła z końca gałązki: kap… i zniknęła w miękkim mchu.

Tuptuś, mały zajączek o puszystych uszach, siedział pod wielkim liściem łopianu. Było tam sucho i przytulnie. Jego nosek poruszał się wolno: niu, niu, niu. Słuchał, jak las oddycha po deszczu.

— Mhm… jak spokojnie — szepnął Tuptuś miękko, przytulając łapki do brzuszka.

Nad drzewami sunęła jeszcze szara chmurka. Była już bardzo zmęczona. Płynęła powoli, jak poduszka niesiona przez wiatr. A za nią, ostrożnie i ciepło, wyglądało słońce.

Najpierw pojawiła się jedna jasna smużka. Potem druga. Potem na ziemi, tuż obok Tuptusia, zapaliła się złota plama światła.

Tuptuś zamrugał.

W tej plamie stała maleńka roślinka. Miała cienką łodyżkę i jeden zielony listek. Listek był tak mały, że wyglądał jak uszko krasnoludka. Na jego brzegu drżała kropla wody.

I wtedy stało się coś bardzo ciekawego.

Listek powolutku przechylił się w stronę słońca.

Nie skoczył. Nie podskoczył. Tylko obrócił się troszeczkę, jakby mówił: „O, tam jest ciepło. Tam chcę patrzeć”.

Tuptuś nachylił się ostrożnie.

— Och… ty obracasz buzię do światła? — zapytał cichutko, z wielką czułością, żeby nie przestraszyć małej roślinki.

Listek oczywiście nie odpowiedział słowami. Ale kropla na nim błysnęła tak ładnie, jakby się uśmiechnęła.

Tuptuś najpierw stanął w cieniu. Cień był chłodny. Miły, ale chłodny. Futro na jego łapkach poczuło lekkie „brrr”. Zajączek poruszył paluszkami.

Potem zrobił jeden mały krok. Tylko jeden.

Wszedł w złotą plamę słońca.

Ciepło położyło się na jego futerku jak miękki kocyk. Na grzbiecie zrobiło się przyjemnie. Uszka ogrzały się od czubków aż po nasadę. Tuptuś westchnął długo:

— Aaa… jakie to dobre.

Zamknął oczy. Stał spokojnie. Słońce nie pchało się i nie łaskotało za mocno. Ono tylko grzało. Delikatnie. Równo. Jak ciepła dłoń mamy położona na pleckach.

Obok niego mała roślinka też wyglądała inaczej. Ta część listka, na którą padało światło, była jaśniejsza i weselsza. Zielony kolor zrobił się świeży, jak młoda trawka przy strumyku.

Tuptuś otworzył oczy i popatrzył uważnie.

— Kiedy słońce świeci na listek, listek wygląda radośniej — powiedział powoli, jakby układał myśl z małych kamyczków.

Z pobliskiej paproci wysunęła głowę stara ślimaczka Mila. Niosła swój domek na grzbiecie i poruszała czułkami bardzo, bardzo wolno.

— Tak, Tuptusiu — powiedziała z łagodnym uśmiechem. — Liście lubią słońce.

— Dlaczego? — zapytał Tuptuś szeptem, bo las robił się coraz spokojniejszy.

Mila usiadła na mokrym kamyku. Jej głos był miękki, jak mech.

— Słońce daje roślince siłę. Gdy światło pada na liście, roślinka może rosnąć. Powoli. Dzień po dniu. Najpierw troszeczkę. Potem jeszcze troszeczkę.

Tuptuś spojrzał na mały listek.

— Czyli listek łapie światło? — spytał z zachwytem.

— Mhm — mruknęła Mila z ogromną czułością. — Właśnie tak. Liście są jak małe słoneczne talerzyki. Obracają się do światła i zbierają je dla całej roślinki.

Tuptuś wyobraził sobie, że listek trzyma na sobie złote promyki. Nie za dużo. Tyle, ile potrzeba. Promyki leżą cicho na zielonej powierzchni i mówią: „Rośnij spokojnie. Jesteś bezpieczna”.

Małe słoneczne talerzyki

Słońce powoli schodziło niżej. Złote plamy na ziemi robiły się dłuższe i łagodniejsze. Ptaszki śpiewały coraz ciszej. Jeden powiedział: ćwir… drugi odpowiedział: ćwir… a potem obydwa umilkły, jakby przykryły się skrzydełkami.

Tuptuś usiadł obok roślinki. Nie dotykał jej, żeby nie zgiąć cienkiej łodyżki. Tylko siedział blisko.

— Rośnij sobie — szepnął najcieplej, jak umiał. — Łap światło swoim małym talerzykiem.

Listek poruszył się od lekkiego wiatru. Raz w lewo. Raz w prawo. A potem znów ustawił się do słońca.

Tuptuś uśmiechnął się sennie.

Zrozumiał swoje trzecie odkrycie: liście łapią światło. Tak jak małe słoneczne talerzyki. Dzięki temu roślinki mają siłę, żeby rosnąć.

Nad lasem zrobiło się miękko i złoto. Chmurka odpłynęła daleko. Mech pachniał ciepło. Krople deszczu zasypiały na trawie.

Tuptuś ziewnął: ooooch… szeroko, ale cichutko. Położył się pod łopianem. Łapki wsunął pod bródkę. Uszka ułożył wygodnie, jedno przy drugim.

Ślimaczka Mila spojrzała na niego z dobrocią.

— Śpij spokojnie, mały odkrywco — powiedziała szeptem, jak najmiększą kołysankę. — Słońce wróci jutro. Listek znów obróci buzię. A ty znów możesz patrzeć i czuć, jak świat jest dobry.

Tuptuś zamknął oczy. Ciepło słońca zostało jeszcze przez chwilę na jego futerku. Było jak malutka iskierka pod kocykiem.

Las oddychał wolno.

Szszsz… mówiły liście.

Kap… szepnęła ostatnia kropla.

Mhm… pomyślał Tuptuś.

I zasnął bezpiecznie, blisko małej roślinki, która trzymała w swoim zielonym talerzyku resztkę wieczornego światła.

Autor konceptu: Redakcja Bajki Taty
Weryfikacja redakcyjna i dźwiękowa: Redakcja Bajki Taty
Treść przygotowana w oparciu o wytyczne psychologii rozwojowej dla grupy wiekowej 4-6 lat.

Share.