Zapraszamy do wysłuchania nowej opowieści z cyklu „Tuptuś Tenrek i Szeptające Korzonki”. Przeczytaj spokojną bajkę na dobranoc, która wycisza dziecko i łagodnie uczy, po co roślinom korzenie. To idealny sposób na spokojny wieczór.
Wieczór był miękki jak kocyk. Nad łąką leżała cicha, srebrna mgiełka, a trawa błyszczała po deszczu. Każda kropla siedziała na źdźble jak mała, okrągła lampka.
Tuptuś szedł powoli ścieżką. Jego łapki robiły ciche: plask, plask, plask. Ziemia była mokra i chłodna. Pachniała deszczem, liśćmi i snem.
— Mhm… jak tu spokojnie — szepnął Tuptuś miękko, przytulając uszka do głowy.
Nagle usłyszał coś bardzo cichego.
Szur… szur…
Tuptuś stanął bez ruchu. Nawet nie kichnął, choć łaskotał go mokry listek.
Szur… szur…
Dźwięk dochodził spod ziemi. Nie był straszny. Był malutki, jakby ktoś bardzo delikatnie przesuwał nitkę pod kocykiem.
— Kto tam? — zapytał Tuptuś cichutko, z ogromną łagodnością. — Jeśli śpisz, to nie będę przeszkadzał.
Przy jego łapce leżała miękka grudka błota. Tuptuś dotknął jej noskiem. Była zimna i gładka. Potem odsunął ją bardzo ostrożnie, tylko troszeczkę, żeby nikogo nie zabolało.
Pod spodem zobaczył napęczniałe nasionko. Było okrągłe i jasne, jak mały śpiący groszek. Z jednego końca wychodził cienki, biały korzonek.
Korzonek poruszał się powoli. Nie w górę, do gwiazd. Nie do nieba, gdzie płynęły chmurki. On szedł w dół. Między ciemne ziarenka ziemi.
— Och… — westchnął Tuptuś z zachwytem. — Myślałem, że roślinki od razu idą do słońca.
Obok ścieżki siedziała stara dżdżownica Dobrusia. Wystawiła główkę z ziemi i uśmiechnęła się spokojnie.
— Najpierw trzeba się dobrze trzymać — powiedziała z czułością i zrozumieniem. — Tak jak ty trzymasz się łapkami ścieżki.
Tuptuś spojrzał na swoje łapki. Były brązowe od błota i bardzo dzielne.
— A po co korzonek idzie w dół? — zapytał szeptem, żeby nie obudzić łąki.
— Tam jest wilgoć — wyjaśniła Dobrusia łagodnie. — Ziemia po deszczu ma w sobie wodę. Korzonek jej szuka. Pije powoli, kropelka po kropelce. Dzięki temu roślinka będzie miała siłę rosnąć.
Tuptuś pochylił się niżej. Widział ciemne grudki ziemi. Między nimi błyszczały maleńkie krople.
— Czyli korzonek pije z ziemi? — upewnił się.
— Tak, kochany — odpowiedziała Dobrusia ciepło. — I jeszcze trzyma roślinkę mocno. Żeby wiatr jej nie przewrócił.
Tuptuś zamyślił się. Potem zobaczył przy kałuży śliski kamyk. Był szary, gładki i lśnił jak rybia łuska.
— Spróbuję stanąć bez trzymania — powiedział cicho, ale zaraz dodał grzecznie: — Tylko na chwilkę.
Postawił jedną łapkę na kamyku. Kamyk był mokry. Druga łapka weszła za nim.
I wtedy… fik!
Tuptuś zachwiał się. Uszka poleciały mu na bok. Brzuszek zrobił „hop”. Na szczęście obok rosła kępka miękkiej trawy. Tuptuś złapał się jej łapką i usiadł powoli na ziemi.
— Aaa… już rozumiem — powiedział z ulgą, oddychając spokojnie. — Bez podparcia łatwo się przewrócić.
Dobrusia skinęła główką.
— Właśnie tak, Tuptusiu. Korzonek jest dla roślinki jak mała rączka w ziemi. Trzyma ją. A druga jego praca to szukanie wody.
Tuptuś pogładził trawę, która go uratowała.
— Dziękuję, trawko — szepnął z wdzięcznością. — Masz mocne korzonki.
Trawa zaszumiała cichutko: szuuu… szuuu… jakby mówiła, że wszystko jest dobrze.
Ciepła ziemia śpi
Tuptuś wrócił do nasionka. Nie dotknął już korzonka. Patrzył tylko spokojnie, jak biały czubeczek znika między ziarenkami ziemi.
— Rośnij sobie powoli — szepnął miękko, uśmiechając się do nasionka. — Najpierw trzymaj się mocno. Potem będziesz mogło iść do słońca.
Deszczowe chmury odpływały daleko. Na niebie pojawiła się jedna gwiazdka. Potem druga. Kałuże stały się ciemne i spokojne.
Dobrusia ziewnęła cichutko.
— Mhm… pora spać — powiedziała z ciepłym spokojem. — Ziemia będzie pilnować nasionka całą noc.
— A korzonek będzie pił? — zapytał Tuptuś sennym głosem.
— Tak. Bardzo powoli. Kropelka po kropelce — odparła Dobrusia. — Nie musi się spieszyć. Noc jest długa i bezpieczna.
Tuptuś poczuł, że jego łapki są zmęczone. Brzuszek był ciepły. Uszka opadły mu miękko na boki. Położył się pod listkiem łopianu, który wisiał nad nim jak zielony daszek.
Ziemia pachniała spokojem. Trawa szeptała: szuuu… szuuu… A spod ziemi dobiegało jeszcze raz malutkie:
Szur… szur…
Tuptuś zamknął oczy.
— Dobranoc, korzonku — wyszeptał z wielką czułością. — Trzymaj się mocno. Pij wodę. Jesteś bezpieczny.
I wtedy cała łąka zaczęła zasypiać. Kamyk przy kałuży już nie błyszczał tak mocno. Dżdżownica Dobrusia schowała się w miękkim tuneliku. Krople deszczu leżały cicho na trawie.
A Tuptuś oddychał wolno.
Wdech… i wydech.
Jeszcze jeden wdech… i miękki wydech.
Pod ziemią korzonek pracował spokojnie, a nad ziemią mały Tuptuś spał bezpiecznie, otulony nocą, ciszą i dobrym odkryciem.
Weryfikacja redakcyjna i dźwiękowa: Redakcja Bajki Taty
Treść przygotowana w oparciu o wytyczne psychologii rozwojowej dla grupy wiekowej 4-6 lat.
