Kolejna odsłona serii „Tuptuś Tenrek i Szeptające Korzonki”. Przeczytaj spokojną bajkę na dobranoc o Tuptusiu, pszczółce i złotym pyłku.
Deszcz skończył padać bardzo cicho.
Najpierw z dachu kapnęła ostatnia kropla. Potem z listka na krzaczkach stoczyła się druga. A potem cały ogród odetchnął spokojnie, jak ktoś, kto przykrywa się miękką kołderką.
Tuptuś wysunął nosek z norki.
Pachniało mokrą ziemią, trawą i czymś słodkim. Trawa była ciemnozielona i lśniąca. Na jej końcach siedziały małe kropelki, okrągłe jak szklane koraliki.
— Jak tu pięknie — szepnął Tuptuś.
Postawił jedną łapkę na ścieżce. Była chłodna, ale miła. Potem drugą. Szedł powoli, bardzo powoli, żeby nie przestraszyć śpiących już kamyków i zmęczonych listków.
Nad ogrodem świeciło niskie, wieczorne słońce. Miało kolor miodu. Dotykało płatków, płotka i uszu Tuptusia ciepłym blaskiem.
Przy małej grządce Tuptuś zatrzymał się nagle.
Zobaczył kwiatek.
Był żółty w środku i różowy na brzegach. Jego płatki były miękkie, trochę wilgotne po deszczu. Kołysały się leciutko, jakby kwiatek nucił sobie kołysankę.
Tuptuś pochylił głowę i powąchał.
Zapach był słodki, ciepły i spokojny. Taki, od którego oczy same robią się cięższe.
— Dobry wieczór, kwiatku — powiedział Tuptuś cichutko.
Wtedy usłyszał delikatne bzzzz.
Nie było głośne. Było miękkie, jak mruczenie małego kłębuszka.
Zza płatka wyfrunęła pszczółka. Miała puszysty brzuszek w żółte i brązowe paseczki. Jej skrzydełka drżały szybko, ale ona sama poruszała się spokojnie. Na jej nóżkach świecił złoty pył.
— Dobry wieczór — zabrzęczała pszczółka. — Nazywam się Miodka.
Tuptuś usiadł na suchym listku.
— A ja jestem Tuptuś. Masz na nóżkach złote buciki?
Pszczółka poruszyła nóżkami i cicho się zaśmiała.
— To nie buciki. To pyłek z kwiatka.
— Pyłek? — zapytał Tuptuś.
— Tak — powiedziała Miodka. — Kiedy siadam na kwiatku, delikatny pyłek przyczepia się do moich nóżek. Jest lekki i mięciutki. Potem lecę do innego kwiatka. Tam część pyłku zostaje.
Tuptuś zmarszczył nosek, bo bardzo chciał zrozumieć.
— I co wtedy?
Pszczółka usiadła na brzegu płatka. Kwiat lekko się ugiął, ale nie przestraszył się wcale.
— Wtedy kwiatek może zrobić nasionka — wyjaśniła Miodka. — A z nasionek, kiedy trafią do ziemi, mogą wyrosnąć nowe roślinki. Najpierw małe, zielone. Potem większe. A kiedy przyjdzie ich czas, też mogą mieć kwiaty.
Tuptuś popatrzył na mokrą ziemię pod grządką.
Wyobraził sobie malutkie nasionko, które leży ciepło w ziemi, jak w brązowej kołderce. Potem wypuszcza cienki korzonek. Potem zielony listek. A potem, bardzo powoli, wyrasta z niego nowy kwiatek.
— Czyli pomagasz kwiatkom? — zapytał.
— Tak — odparła pszczółka. — A kwiatki pomagają mnie. Dają mi słodki nektar. Zanoszę go do ula.
— To miła wymiana — powiedział Tuptuś.
— Bardzo miła — zabrzęczała Miodka.
Przez chwilę oboje milczeli.
Wiatr przeszedł przez ogród tak łagodnie, że tylko musnął trawę. Krople na listkach drgnęły i błysnęły. Gdzieś daleko zaszeleścił krzaczek. Potem wszystko znów zrobiło się spokojne.
Miodka poleciała do drugiego kwiatka. Tuptuś patrzył, jak jej małe skrzydełka migoczą w złotym świetle.
Pszczółka wylądowała miękko. Zanurzyła główkę w kwiatku i przez moment było słychać tylko ciche bzzzz, bzzzz. Pyłek osiadł na jej nóżkach jak sypki, żółty puder.
— Czy to cię nie męczy? — spytał Tuptuś.
— Troszkę — przyznała Miodka. — Dlatego robię przerwy. Siadam na płatku. Oddycham. Słucham ogrodu.
Tuptuś też spróbował.
Wciągnął powietrze noskiem. Poczuł zapach deszczu, kwiatów i ciepłej ziemi. Wypuścił powietrze powoli. Jego ramionka opadły. Uszy zrobiły się ciężkie i miękkie.
— Ogród robi się senny — powiedział.
— Tak — szepnęła Miodka. — Kwiatki zamykają płatki. Trawa odpoczywa. A pszczółki wracają do ula.
Nad płotem niebo stawało się różowe, potem fioletowe. Pierwsza gwiazdka mrugnęła cicho, jakby mówiła: już pora na sen.
Miodka otrzepała nóżki i wzbiła się w powietrze.
— Dobranoc, Tuptusiu. Dziękuję, że słuchałeś.
— Dobranoc, Miodko. Dziękuję, że opowiedziałaś mi o pyłku.
Pszczółka odleciała w stronę ula, mała i złota w wieczornym świetle. Jej bzzzz robiło się coraz cichsze. Najpierw było jak mruczenie. Potem jak szept. A potem zniknęło w spokojnym ogrodzie.
Tuptuś wrócił do norki.
W środku czekało suche sianko, miękkie jak puch. Tuptuś ułożył się wygodnie. Podwinął łapki. Nosek schował blisko ciepłego brzuszka.
Myślał jeszcze o pszczółce, o kwiatku i o złotym pyłku, który wędruje po ogrodzie bardzo delikatnie.
Za oknem kropla spadła z listka.
Plim.
Potem druga.
Plim.
Tuptuś zamknął oczy.
W jego śnie kwiaty kołysały się wolno, pszczółka leciała bez pośpiechu, a ziemia trzymała nasionka ciepło i bezpiecznie.
I cały ogród zasnął razem z nim.
Weryfikacja redakcyjna i dźwiękowa: Redakcja Bajki Taty
Treść przygotowana w oparciu o wytyczne psychologii rozwojowej dla grupy wiekowej 4-6 lat.
