Zanurzcie się w magicznym świecie „Pipcia i Sekretna Mapa Kropelek”. Przeczytaj ciepłą bajkę na dobranoc, która spokojnie wyjaśnia dziecku, dokąd znika kałuża. Jako wyciszająca bajka na dobranoc, ta bajka ma za zadanie wspierać Twoje dziecko. Materiał dedykowany na 6 minut wartościowego czasu dla dzieci w wieku 4-6 lat.

Pipcia wracała powoli ścieżką obok trawy. Trawa była już suchsza niż rano, ale w kilku miejscach wciąż pachniała deszczem… takim czystym, świeżym zapachem po ciepłym dniu.

Małe łapki Pipci stawiały ciche kroki.

Tup… tup… tup…

Nigdzie nie trzeba było się spieszyć. Nad ogródkiem wisiało spokojne popołudniowe światło. Płot był ciepły od słońca. Kamienie przy ścieżce też były ciepłe. Nawet listek leżący na ziemi wyglądał, jakby odpoczywał po długim dniu.

Pipcia szła do swojej kałuży.

Rano była duża. Prawie jak małe lusterko dla chmur. Pipcia widziała w niej niebo, gałązki i własny nosek. A teraz… gdy podeszła bliżej… przystanęła.

Kałuża była mniejsza.

Nie zniknęła całkiem. Wciąż leżała przy ścieżce, cicha i płaska. Ale jej brzegi były bliżej środka. Mokry ślad na ziemi pokazywał, że rano woda sięgała dalej.

Pipcia usiadła obok.

Ostrożnie. Miękko.

Jej ogonek dotknął ciepłego piasku, a nosek skierował się do słońca.

Dlaczego kałuża zrobiła się mniejsza?

Promień słońca położył się Pipci na pyszczku jak złota wstążka.

Był ciepły, ale nie parzył. Gładził nosek bardzo delikatnie… jak ciepła łapka mamy, kiedy poprawia kocyk przed snem.

Pipcia zamknęła na chwilę oczy.

— Mmm… — mruknęła cicho. — Słońce jest dziś takie miłe.

Potem otworzyła oczy i spojrzała na kałużę.

Na wodzie tańczyły małe srebrne iskierki. Jedna błysnęła przy brzegu. Druga podskoczyła w samym środku. Trzecia mrugnęła tak szybko, że Pipcia aż poruszyła uszkiem.

Iskierki nie mówiły nic. Tylko świeciły… raz tu… raz tam…

Pipcia pochyliła się troszkę niżej.

— Czy ty pijesz moją kałużę, słoneczko? — zapytała szeptem.

Słońce nie odpowiedziało słowami. Ale posłało jeszcze jeden ciepły promień.

Woda w kałuży była spokojna. Przy samym brzegu ziemia robiła się ciemna i mokra. Dalej była jasna i sucha. Pipcia przyłożyła łapkę do suchego miejsca. Było ciepłe. Potem dotknęła ostrożnie mokrego brzegu. Był chłodniejszy.

— Aha… — powiedziała bardzo powoli. — Tu jest woda, więc jest chłodniej. A tu już jej nie ma, więc ziemia jest ciepła.

Siedziała tak jeszcze chwilę.

W ogródku zaszumiał krzaczek. Nie głośno. Tylko szuuu… jak kołysanka. Nad płotem przeleciał mały ptaszek i usiadł na gałęzi. Otrzepał piórka, zamknął dziobek i też zrobił się spokojny.

Pipcia patrzyła.

I wtedy zobaczyła, że kałuża znów jest odrobinkę mniejsza.

Tak mało, że ktoś bardzo zabiegany by tego nie zauważył. Ale Pipcia siedziała cicho. Oddychała wolno. Widziała dobrze.

— Ojej… — szepnęła. — Ona naprawdę znika.

Ciepła woda wędruje do nieba

Obok kałuży leżał płaski kamyk. Pipcia położyła na nim łapkę. Kamyk był nagrzany od słońca.

— Słońce grzeje kamyk… — mówiła do siebie. — Grzeje ziemię… i grzeje wodę.

Pomyślała o kubku ciepłej herbatki, który czasem stał na stole wysoko, daleko od jej łapek. Nad kubkiem unosiła się wtedy delikatna mgiełka. Prawie jak duszek z ciepła. Mama mówiła: „To para”.

Pipcia spojrzała na kałużę.

— Czy z ciebie też robi się para? — zapytała cichutko.

Wody nie było słychać. Nie bulgotała. Nie śpiewała. Leżała spokojnie. Ale słońce ją ogrzewało. A kiedy woda robi się ciepła, jej maleńkie cząsteczki mogą unosić się do góry.

Tak wysoko… wysoko…

Czasem nie widać ich wcale. Są jak niewidzialne piórka. Lekkie, ciche, miękkie.

— Czyli nie znikasz naprawdę — powiedziała Pipcia z ulgą. — Tylko idziesz do góry.

To było dobre odkrycie.

Kałuża nie była smutna. Nie była zgubiona. Po prostu zmieniała miejsce. Część wody ogrzała się i poleciała w powietrze jako para. Niewidzialna, lekka para.

Pipcia wyobraziła sobie, że malutkie kropelki wspinają się po promieniu słońca jak po złotej drabince.

Hop… hop… hop…

Cichutko. Bez pośpiechu.

Może kiedyś spotkają się z innymi kropelkami wysoko nad ogrodem. Może zrobią małą chmurkę, puszystą jak wata cukrowa. A może za kilka dni wrócą jako deszcz i znów położą się na ścieżce w nowej kałuży.

Pipcia uśmiechnęła się do wody.

— To taka podróż… — mruknęła. — Bardzo cicha podróż.

Słońce powoli schylało się niżej. Cienie trawy wydłużyły się na ziemi. Powietrze zrobiło się miękkie i złote. Kałuża migotała coraz spokojniej.

Pipcia poczuła senność w łapkach.

Najpierw w jednej.

Potem w drugiej.

Potem w całym małym brzuszku.

Ziewnęła szeroko.

— Dobranoc, kałużo… — powiedziała. — Dobranoc, paro, której nie widać… Dobranoc, słoneczko.

Odwróciła się i powoli poszła do domu.

Tup… tup… tup…

W domu czekał miękki kocyk. Czekało ciepłe miejsce do spania. Czekała spokojna cisza.

Pipcia położyła główkę na poduszce i pomyślała jeszcze raz o wodzie, która unosi się do góry. Lekko… cicho… bez strachu…

A potem jej oczka same się zamknęły.

Za oknem ogródek też zasypiał.

Trawa przestała szeptać. Ptaszek schował dzióbek w piórka. Kałuża została mała i spokojna.

A wysoko w powietrzu niewidzialna para płynęła sobie dalej… bardzo wolno… jak sen.

Autor konceptu: Redakcja Bajki Taty
Weryfikacja redakcyjna i dźwiękowa: Redakcja Bajki Taty
Treść przygotowana w oparciu o wytyczne psychologii rozwojowej dla grupy wiekowej 4-6 lat.

Share.