Czas na chwilę relaksu z ulubionymi bohaterami serii „Pimka i Leśny Zegar Pór Roku”. Przeczytaj ciepłą bajkę o Pimce, śniegu i zimowym odpoczynku leśnych zwierząt. Wspaniała propozycja na wyciszenie po długim dniu.
Tego wieczoru las był cichszy niż zwykle.
Pimka, mała ruda wiewiórka, siedziała na gałęzi sosny i patrzyła, jak z nieba spada pierwszy śnieg. Płatki były lekkie jak puch z poduszki. Jeden usiadł jej na nosku. Był zimny i mokry, więc Pimka kichnęła cichutko.
— A psik.
Nikt się nie zaśmiał, bo cały las słuchał zimy.
Śnieg kładł się na gałązkach, na kamieniach i na brązowych liściach. Przykrywał je cienką, białą kołderką. Wiatr nie biegał dziś między drzewami. Tylko czasem poruszał świerkiem, a wtedy z igieł spadało kilka płatków.
Pimka poczuła, że jej łapki są chłodne. Schowała je na chwilę w puszystym ogonie.
— Dziwnie dziś — szepnęła. — Tak miękko. Tak sennie.
Kto śpi pod liśćmi?
Pimka zeszła ostrożnie po pniu. Jej pazurki cicho drapały korę. Na ziemi śnieg skrzypiał bardzo delikatnie, jakby nie chciał nikogo obudzić.
Pod dużym krzakiem leszczyny leżała kupka suchych liści. Pimka znała to miejsce. Czasem jesienią widywała tam jeża Tuptusia. Szukał wtedy robaczków i fukał pod nosem, kiedy liść przykleił mu się do kolców.
Teraz liście prawie się nie ruszały.
Pimka podeszła bliżej.
— Tuptusiu? — zapytała najciszej, jak umiała.
Z liści dobiegło ciche, równe sapanie. Tak spokojne, jak oddech kogoś, kto śpi bardzo głęboko.
Pimka rozsunęła jeden listek. Zobaczyła kawałek kolczastej kuleczki. Jeż był zwinięty ciasno, nos miał schowany, łapki miał schowane, nawet kolce wyglądały, jakby odpoczywały.
Pimka uśmiechnęła się łagodnie.
— Śpisz — powiedziała. — Nie będę ci przeszkadzać.
Obok jeża leżały liście suche jak cienkie papierki. Trzymały ciepło, bo było ich dużo. Pimka pomyślała, że to taka leśna kołderka. Gdy jest zimno, a jedzenia mało, jeż nie biega po lesie. Śpi. Oddycha powoli. Serduszko bije mu wolniej. Dzięki temu nie zużywa dużo sił.
Pimka nie znała tych słów od razu. Zrozumiała je po swojemu.
— Aha — mruknęła. — Tuptuś chowa swoje bieganie na później. Na wiosnę.
Przykryła listek z powrotem i odeszła na paluszkach.
Nad nią, wysoko w gałęziach, coś cicho stuknęło. To śnieg zsunął się z konaru i opadł na mech. Pimka popatrzyła na biały ślad. Las wyglądał teraz tak, jakby ktoś poprosił wszystkie zwierzęta:
„Mówcie ciszej. Noc już szykuje sen”.
Ciemna szczelina w starym drzewie
Pimka poszła dalej, do starego dębu. W jego pniu była wąska szczelina. Latem wylatywały z niej nietoperze, gdy robiło się ciemno. Krążyły wtedy nad polaną, lekkie i szybkie, jak małe czarne listki.
Dziś przy szczelinie było spokojnie.
Pimka wspięła się na niski korzeń i zajrzała do środka. Nie za daleko, bo w środku było ciemno. Pachniało korą, chłodem i ciszą.
W głębi wisiały nietoperze. Miały skrzydełka złożone blisko ciała. Wyglądały jak małe, ciemne paczuszki przytulone do drzewa.
Pimka poczuła, że sama zaczyna ziewać.
Najpierw małe ziewnięcie.
Potem większe.
A potem takie, że aż zamknęła oczy.
— Ojej — szepnęła. — Ten las naprawdę zasypia.
Nie było już wielu orzeszków na ziemi. Nie bzyczały owady. Jagody dawno zniknęły z krzaczków. Zimno sprawiało, że Pimka szybciej czuła zmęczenie. Jej brzuszek nie burczał głośno, ale przypominał cicho:
„Warto wrócić do dziupli. Tam są zapasy. Tam jest miękko”.
Pimka pożegnała nietoperze jednym skinieniem głowy.
— Śpijcie spokojnie. Leśny Zegar was pilnuje.
Leśny Zegar nie miał tarczy ani wskazówek. Był w kroplach deszczu, w żółtych liściach i w pierwszym śniegu. Był w tym, że ptaki wiedziały, kiedy lecieć daleko. Był w tym, że jeż wiedział, kiedy zwinąć się pod liśćmi. I w tym, że nietoperze wybierały ciemne, bezpieczne miejsca.
Pimka nie widziała tego zegara oczami. Ale czuła go w łapkach, w nosku i w całym swoim małym ciele.
Teraz Leśny Zegar mówił bardzo cicho:
„Odpocznij. Oszczędzaj siły. Wiosna przyjdzie, kiedy przyjdzie czas”.
Pimka wróciła do swojej dziupli. Wejście było okrągłe i gładkie od jej łapek. W środku czekał miękki mech, sucha trawka i kilka piórek, które znalazła jesienią.
Pod ścianą leżały zapasy. Orzeszki. Żołędzie. Suszone grzybki. Wszystko poukładane w małe kupki.
Pimka dotknęła noskiem jednego orzeszka.
— Dobrze, że jesteście — powiedziała.
Potem przesunęła kilka zapasów bliżej mchu, żeby mieć je pod łapką, gdy obudzi się głodna. Ułożyła ogon wokół siebie. Był ciepły i puszysty jak wata cukrowa, tylko bardziej rudej barwy.
Na zewnątrz śnieg padał dalej. Cicho. Równo. Bez pośpiechu.
Pimka słuchała własnego oddechu. Wdech. Wydech. Dziupla pachniała drewnem i suchymi liśćmi. Nigdzie nie trzeba było iść. Niczego nie trzeba było szukać.
— Jeż śpi, bo tak jest mu dobrze zimą — pomyślała sennie. — Nietoperze śpią, bo tak oszczędzają siły. A ja też mogę odpocząć. Mam swój mech. Mam swoje zapasy. Jestem bezpieczna.
Jej powieki zrobiły się ciężkie.
Las za oknem był biały i spokojny. Leśny Zegar tykał bez dźwięku, pod śniegiem, w korzeniach i w ciepłych norkach.
Aż w końcu Pimka zasnęła.
I śniła, że daleko pod śniegiem śpi małe ziarenko. Czeka cierpliwie. Bo kiedyś, bardzo powoli, zegar obudzi wiosnę.
Weryfikacja redakcyjna i dźwiękowa: Redakcja Bajki Taty
Treść przygotowana w oparciu o wytyczne psychologii rozwojowej dla grupy wiekowej 4-6 lat.
