Przed Wami kolejna magiczna historia z serii „Pimka i Leśny Zegar Pór Roku”. Przeczytaj ciepłą bajkę na dobranoc o Pimce, jesiennym lesie i spokojnym przygotowaniu do zimy. Przygotujcie się na wspólną, pełną ciepła podróż.
Las był cichy i złoty. Liście leżały na ścieżce jak miękki kocyk. Kiedy Pimka, mała myszka w czerwonej chusteczce, stawiała łapki, liście szeleściły cichutko.
Szu… szu… szu…
— Och, jak tu pachnie jesienią — szepnęła Pimka łagodnie, wciągając nosem chłodne powietrze.
Pachniało mokrą ziemią, korą drzew i słodkimi grzybami, które rosły daleko pod krzakiem. Nad lasem powoli płynęły szare chmurki. Nie spieszyły się wcale. Tak jak cały wieczór.
Pimka niosła małą torbę z miękkiego płótna. Torba lekko kołysała się przy jej boku. Była prawie pusta, ale Pimka się nie martwiła. Szła spokojnie, krok za krokiem.
Nagle usłyszała: tup, tup, tup!
Po grubym korzeniu sosny biegła ruda wiewiórka. Miała puszysty ogon i błyszczące oczka. W pyszczku trzymała orzech.
— Dobry wieczór, Pimko — powiedziała wiewiórka ciepło, na chwilę przystając. — Mhm… dziś dobry dzień na chowanie skarbów.
— Skarbów? — zapytała Pimka cicho, żeby nie spłoszyć wieczoru.
Wiewiórka uśmiechnęła się i położyła orzech pod wielkim korzeniem. Potem przykryła go suchymi igłami i małym listkiem.
— To moja spiżarnia — wyjaśniła z dumą, ale bardzo miękko. — Chowam orzechy teraz, jesienią. Gdy przyjdzie zima, będzie zimno. Drzewa będą spały. Nie będą dawały tylu smakołyków.
Pimka usiadła na okrągłym kamyku. Kamyk był chłodny, więc podwinęła łapki pod siebie.
— Czy zimą naprawdę trudniej znaleźć jedzenie? — spytała.
— Tak, kochana Pimko — odparła wiewiórka z ogromną czułością i zrozumieniem. — Latem jest dużo owoców, nasion i owadów. Wszystko rośnie, fruwa i pachnie. A zimą wiele rzeczy chowa się pod śniegiem albo pod ziemią. Dlatego robię zapasy. Jeden orzech tutaj, drugi tam… I potem, kiedy burczy mi w brzuszku, mogę coś znaleźć.
Pimka pokiwała głową powoli. To miało sens. Jeśli coś schowa się teraz, można to odnaleźć później. Jak kocyk, który czeka przy łóżku.
— To bardzo mądre — szepnęła Pimka.
— Aaa, las sam nas tego uczy — mruknęła wiewiórka łagodnie i pobiegła dalej, miękko machając ogonem.
Pimka ruszyła ścieżką. Nad jej głową poruszyła się gałązka. Coś błękitnego mignęło między liśćmi.
— Kra, kra… dobry wieczór — odezwała się sójka spokojnym, nieco sennym głosem.
Ptak zleciał na niski pieniek. W dziobie trzymał żołądź. Położył go w zielonym mchu i przykrył delikatnie listkiem.
— Ty też chowasz jedzenie? — zapytała Pimka z zaciekawieniem.
— O tak — odpowiedziała sójka łagodnie, przechylając głowę. — Żołędzie są dobre na później. Mech jest miękki i pamięta moje małe kryjówki. A ja staram się pamiętać, gdzie je zrobiłam.
Sójka stuknęła dziobem w mech: puk, puk.
— Jesień daje nam czas — dodała cicho. — Mówi: „Przygotujcie się, mali przyjaciele. Zima będzie biała i spokojna, ale jedzenia będzie mniej”.
Pimka spojrzała na mech. Był puszysty jak zielona poduszka. Przez chwilę miała ochotę położyć na nim policzek.
Wieczór robił się coraz chłodniejszy. Wiatr przeszedł między drzewami i dotknął uszek Pimki.
— Brr… — powiedziała cichutko, ale nie ze strachu. Raczej tak, jak mówi się do zimnego noska. — Trzeba wracać, zanim zrobi się ciemno.
Wtedy zobaczyła pod bukiem mały, brązowy trójkącik. Leżał między liśćmi. Pimka podniosła go ostrożnie.
— Co to takiego? — spytała.
— To bukiew — zaśpiewała sójka miękko z gałęzi. — Mały orzeszek buka. Dla wielu zwierząt to pyszny jesienny skarb.
Pimka obróciła bukiew w łapkach. Była gładka i lekka. Mała jak tajemnica.
— Schowam ją do torby — powiedziała spokojnie. — Może przyda się później.
Włożyła bukiew do swojej płóciennej torby. Torba zrobiła ciche: szup. I nagle Pimka poczuła się bardzo dzielna. Nie dlatego, że zrobiła coś wielkiego. Tylko dlatego, że zrozumiała małą ważną rzecz.
Jesienią las pomaga tym, którzy patrzą uważnie. Daje orzechy, żołędzie i bukiew. A zwierzęta chowają je, bo zimą las odpoczywa i daje mniej jedzenia.
Pimka pożegnała sójkę i wiewiórkę.
— Dobranoc — szepnęła z ciepłym uśmiechem.
— Dobranoc, Pimko — odpowiedziała wiewiórka spod korzenia.
— Śpij miękko — dodała sójka z góry.
Pimka wracała powoli. Niebo robiło się granatowe. Pierwsza gwiazdka zapaliła się nad lasem, jak mała lampka przy łóżku. W norce czekało ciepło, sucha trawka i spokojny kąt.
Kiedy Pimka weszła do środka, odłożyła torbę obok posłania. Bukiew leżała w niej cicho. Była jak obietnica, że las pamięta o swoich małych mieszkańcach.
Pimka zwinęła się w kłębuszek. Jej łapki były już ciepłe. Nosek schował się pod chusteczką.
— Mhm… jestem bezpieczna — westchnęła sennie.
Za oknem liście szeptały: szu… szu… szu…
Las zasypiał. Korzenie trzymały swoje tajemnice. Mech otulał żołędzie. A mała bukiew spała w torbie Pimki, spokojna i cicha.
I Pimka też zasnęła. Powoli. Miękko. Pod opieką jesiennego lasu.
Weryfikacja redakcyjna i dźwiękowa: Redakcja Bajki Taty
Treść przygotowana w oparciu o wytyczne psychologii rozwojowej dla grupy wiekowej 4-6 lat.
