Wiek: 4-6 lat | Czas trwania: ok. 6 min | Cel: wyciszająca bajka na dobranoc

Przed Wami kolejna magiczna historia z serii „Pimka i Leśny Zegar Pór Roku”. Przeczytaj ciepłą bajkę na dobranoc o Pimce, jesiennym lesie i spokojnym przygotowaniu do zimy. Przygotujcie się na wspólną, pełną ciepła podróż.

Las był cichy i złoty. Liście leżały na ścieżce jak miękki kocyk. Kiedy Pimka, mała myszka w czerwonej chusteczce, stawiała łapki, liście szeleściły cichutko.

Szu… szu… szu…

— Och, jak tu pachnie jesienią — szepnęła Pimka łagodnie, wciągając nosem chłodne powietrze.

Pachniało mokrą ziemią, korą drzew i słodkimi grzybami, które rosły daleko pod krzakiem. Nad lasem powoli płynęły szare chmurki. Nie spieszyły się wcale. Tak jak cały wieczór.

Pimka niosła małą torbę z miękkiego płótna. Torba lekko kołysała się przy jej boku. Była prawie pusta, ale Pimka się nie martwiła. Szła spokojnie, krok za krokiem.

Nagle usłyszała: tup, tup, tup!

Po grubym korzeniu sosny biegła ruda wiewiórka. Miała puszysty ogon i błyszczące oczka. W pyszczku trzymała orzech.

— Dobry wieczór, Pimko — powiedziała wiewiórka ciepło, na chwilę przystając. — Mhm… dziś dobry dzień na chowanie skarbów.

— Skarbów? — zapytała Pimka cicho, żeby nie spłoszyć wieczoru.

Wiewiórka uśmiechnęła się i położyła orzech pod wielkim korzeniem. Potem przykryła go suchymi igłami i małym listkiem.

— To moja spiżarnia — wyjaśniła z dumą, ale bardzo miękko. — Chowam orzechy teraz, jesienią. Gdy przyjdzie zima, będzie zimno. Drzewa będą spały. Nie będą dawały tylu smakołyków.

Pimka usiadła na okrągłym kamyku. Kamyk był chłodny, więc podwinęła łapki pod siebie.

— Czy zimą naprawdę trudniej znaleźć jedzenie? — spytała.

— Tak, kochana Pimko — odparła wiewiórka z ogromną czułością i zrozumieniem. — Latem jest dużo owoców, nasion i owadów. Wszystko rośnie, fruwa i pachnie. A zimą wiele rzeczy chowa się pod śniegiem albo pod ziemią. Dlatego robię zapasy. Jeden orzech tutaj, drugi tam… I potem, kiedy burczy mi w brzuszku, mogę coś znaleźć.

Pimka pokiwała głową powoli. To miało sens. Jeśli coś schowa się teraz, można to odnaleźć później. Jak kocyk, który czeka przy łóżku.

— To bardzo mądre — szepnęła Pimka.

— Aaa, las sam nas tego uczy — mruknęła wiewiórka łagodnie i pobiegła dalej, miękko machając ogonem.

Pimka ruszyła ścieżką. Nad jej głową poruszyła się gałązka. Coś błękitnego mignęło między liśćmi.

— Kra, kra… dobry wieczór — odezwała się sójka spokojnym, nieco sennym głosem.

Ptak zleciał na niski pieniek. W dziobie trzymał żołądź. Położył go w zielonym mchu i przykrył delikatnie listkiem.

— Ty też chowasz jedzenie? — zapytała Pimka z zaciekawieniem.

— O tak — odpowiedziała sójka łagodnie, przechylając głowę. — Żołędzie są dobre na później. Mech jest miękki i pamięta moje małe kryjówki. A ja staram się pamiętać, gdzie je zrobiłam.

Sójka stuknęła dziobem w mech: puk, puk.

— Jesień daje nam czas — dodała cicho. — Mówi: „Przygotujcie się, mali przyjaciele. Zima będzie biała i spokojna, ale jedzenia będzie mniej”.

Pimka spojrzała na mech. Był puszysty jak zielona poduszka. Przez chwilę miała ochotę położyć na nim policzek.

Wieczór robił się coraz chłodniejszy. Wiatr przeszedł między drzewami i dotknął uszek Pimki.

— Brr… — powiedziała cichutko, ale nie ze strachu. Raczej tak, jak mówi się do zimnego noska. — Trzeba wracać, zanim zrobi się ciemno.

Wtedy zobaczyła pod bukiem mały, brązowy trójkącik. Leżał między liśćmi. Pimka podniosła go ostrożnie.

— Co to takiego? — spytała.

— To bukiew — zaśpiewała sójka miękko z gałęzi. — Mały orzeszek buka. Dla wielu zwierząt to pyszny jesienny skarb.

Pimka obróciła bukiew w łapkach. Była gładka i lekka. Mała jak tajemnica.

— Schowam ją do torby — powiedziała spokojnie. — Może przyda się później.

Włożyła bukiew do swojej płóciennej torby. Torba zrobiła ciche: szup. I nagle Pimka poczuła się bardzo dzielna. Nie dlatego, że zrobiła coś wielkiego. Tylko dlatego, że zrozumiała małą ważną rzecz.

Jesienią las pomaga tym, którzy patrzą uważnie. Daje orzechy, żołędzie i bukiew. A zwierzęta chowają je, bo zimą las odpoczywa i daje mniej jedzenia.

Pimka pożegnała sójkę i wiewiórkę.

— Dobranoc — szepnęła z ciepłym uśmiechem.

— Dobranoc, Pimko — odpowiedziała wiewiórka spod korzenia.

— Śpij miękko — dodała sójka z góry.

Pimka wracała powoli. Niebo robiło się granatowe. Pierwsza gwiazdka zapaliła się nad lasem, jak mała lampka przy łóżku. W norce czekało ciepło, sucha trawka i spokojny kąt.

Kiedy Pimka weszła do środka, odłożyła torbę obok posłania. Bukiew leżała w niej cicho. Była jak obietnica, że las pamięta o swoich małych mieszkańcach.

Pimka zwinęła się w kłębuszek. Jej łapki były już ciepłe. Nosek schował się pod chusteczką.

— Mhm… jestem bezpieczna — westchnęła sennie.

Za oknem liście szeptały: szu… szu… szu…

Las zasypiał. Korzenie trzymały swoje tajemnice. Mech otulał żołędzie. A mała bukiew spała w torbie Pimki, spokojna i cicha.

I Pimka też zasnęła. Powoli. Miękko. Pod opieką jesiennego lasu.

Autor konceptu: Redakcja Bajki Taty
Weryfikacja redakcyjna i dźwiękowa: Redakcja Bajki Taty
Treść przygotowana w oparciu o wytyczne psychologii rozwojowej dla grupy wiekowej 4-6 lat.

Share.