Szukasz wartościowej historii? Ta wyciszająca bajka na dobranoc to doskonały wybór! Przeczytaj ciepłą bajkę na dobranoc, która spokojnie tłumaczy dziecku, dokąd znika kałuża. Opowieść pochodzi z uwielbianego cyklu „Pimpek i Sekretna Mapa Kropelek”. Skrojona dla przedziału wiekowego 4-6 lat, zajmie Wam ok. 6 minut.

Pimpek obudził się, kiedy w pokoju było jeszcze cicho. Za oknem śpiewał jeden ptaszek… tak lekko, jakby nie chciał nikogo przestraszyć. Mały piesek przeciągnął łapki na miękkim kocyku i poruszył noskiem.

Pachniało porankiem.

Pachniało mokrą trawą, ziemią i świeżym powietrzem po deszczu.

Pimpek przypomniał sobie kałużę, którą widział wczoraj przy ścieżce. Była szeroka i błyszcząca. W jej środku odbijało się niebo, a na brzegu pływał mały listek, żółty jak okruszek słońca.

Piesek zszedł ostrożnie z posłania. Łapki dotknęły chłodnej podłogi… tup… tup… tup… Potem podbiegł do drzwi i poczekał, aż ktoś je otworzy.

Na dworze było spokojnie. Trawa łaskotała go w poduszki łap. Krople rosy siedziały na źdźbłach jak malutkie szklane kuleczki. Pimpek szedł powoli, bo rano wszystko wyglądało tak, jakby dopiero się budziło.

Drzewa poruszały listkami bardzo cicho.

Płotek był jeszcze wilgotny.

A ścieżka prowadziła prosto do kałuży.

Jak Pimpek zmierzył kałużę trzema kamykami?

Kałuża była na swoim miejscu.

Leżała przy ścieżce, spokojna i ciemna przy brzegach. W środku miała jasne plamki nieba. Pimpek nachylił głowę i zobaczył w wodzie własne uszy. Jedno ucho stało trochę wyżej, drugie trochę niżej. To było bardzo śmieszne, ale Pimpek nie szczeknął głośno. Poranek prosił o ciszę.

Obok kałuży leżały kamyki. Małe, gładkie i chłodne.

Pimpek dotknął jednego noskiem.

Potem drugiego.

A potem trzeciego.

Wpadł na pomysł. Ułoży trzy kamyki przy samym brzegu kałuży. Wtedy zapamięta, jaka była duża.

Pierwszy kamyk położył przy lewej stronie. Drugi przy prawej. Trzeci z przodu, tam gdzie woda prawie dotykała ścieżki. Kamyki wyglądały jak cicha mała straż.

Pimpek usiadł obok nich.

Czekał.

Nie było to nudne czekanie. To było takie czekanie, w którym można usłyszeć dużo małych rzeczy. Bzyczenie muszki przy trawie… szelest listka… dalekie stuknięcie furtki… i własny spokojny oddech.

Słońce podniosło się wyżej.

Najpierw tylko musnęło kałużę złotym światłem. Potem zaczęło grzać mocniej. Pimpek poczuł ciepło na nosku. Było miłe, jak dotyk ciepłej dłoni. Zamknął na chwilę oczy.

Kiedy je otworzył, spojrzał na kamyki.

Kałuża nie sięgała już do trzeciego kamyka.

Pimpek przechylił głowę.

– Hm… – mruknął cichutko.

Woda była trochę dalej. Jakby zrobiła malutki krok do tyłu.

Piesek nie przestraszył się. Kamyki stały spokojnie. Trawa pachniała tak samo. Słońce świeciło miękko. Wszystko było bezpieczne.

Pimpek położył się na brzuchu i obserwował dalej.

Na mokrym kamieniu, który leżał w kałuży, zobaczył coś bardzo delikatnego. Nad kamieniem unosiła się leciutka mgiełka. Prawie niewidoczna. Jak oddech, który w chłodny dzień wychodzi z pyszczka i zaraz znika.

Pimpek poruszył noskiem.

Nie złapał tej mgiełki.

Nie dało się jej powąchać tak jak trawy. Nie dało się jej dotknąć łapką. A jednak była tam przez chwilę… cieniutka, jasna, spokojna.

Słońce grzało mokry kamień.

Kamień robił się cieplejszy.

A woda na nim jakby cichutko puszczała go i wędrowała do góry.

Pimpek patrzył długo. Nie musiał znać wielkich słów. Widział po prostu, że woda nie robi „hop” i nie przepada w strasznym miejscu. Ona unosiła się powolutku w powietrze. Tak lekko, że oczy prawie tego nie widziały.

– Czyli jesteś teraz wysoko? – szepnął Pimpek do kałuży.

Kałuża odpowiedziała tylko małym błyskiem.

Dokąd poszła woda?

Po południu kałuża była jeszcze mniejsza.

Pierwszy kamyk stał już na suchej ziemi. Drugi też. Trzeci miał obok siebie tylko wilgotną plamkę.

Pimpek dotknął jej łapką. Ziemia była chłodna, ale nie mokra tak jak rano. Słońce zrobiło swoją cichą pracę. Ogrzało wodę. A ogrzana woda zamieniła się w parę… taką niewidzialną wodę w powietrzu.

Pimpek spojrzał w niebo.

Płynęła po nim puszysta chmurka, biała jak wata cukrowa.

Piesek nie wiedział, czy to ta sama woda. Może tak, a może nie. Ale poczuł w brzuszku spokojną myśl: woda potrafi podróżować. Czasem leży w kałuży. Czasem siedzi na kamieniu. Czasem jest mgiełką. Czasem chowa się w powietrzu, gdzie jej nie widać.

I to było dobre.

Wieczorem Pimpek wrócił do domu. Łapki miał zmęczone, ale miło zmęczone. Tak jak po spokojnej wyprawie. Na posłaniu czekał kocyk, miękki jak futerko królika. W miseczce była świeża woda. Pimpek napił się powoli… chlap… chlap… chlap…

Potem zwinął się w kłębek.

Za oknem robiło się granatowo. Drzewa stały cicho. Ścieżka odpoczywała. Trzy kamyki leżały przy wysychającej kałuży i pilnowały porannej tajemnicy.

Pimpek zamknął oczy.

Poczuł jeszcze na nosku wspomnienie ciepłego słońca.

Pomyślał o małej mgiełce, która unosi się lekko… coraz wyżej… i wyżej…

Oddychał równo.

A cały świat powoli miękł do snu…

Autor konceptu: Redakcja Bajki Taty
Weryfikacja redakcyjna i dźwiękowa: Redakcja Bajki Taty
Treść przygotowana w oparciu o wytyczne psychologii rozwojowej dla grupy wiekowej 4-6 lat.

Share.