Wiek: 4-6 lat | Czas trwania: ok. 6 min | Cel: wyciszająca bajka na dobranoc

Kolejna odsłona serii „Pipcia i Sekretna Mapa Kropelek”. Przeczytaj spokojną bajkę o Pipci, deszczu i kropli, która pomaga zasnąć w poczuciu bezpieczeństwa.

Pipcia szła powoli przez miękki mech… Jej małe łapki zapadały się w zieloną poduszkę tak lekko, jakby las sam chciał ją nieść. Wokół pachniało igłami sosny, mokrą korą i jagodami, które spały jeszcze pod listkami.

Był już wieczór. Niebo nad czubkami drzew miało kolor jasnego mleka z odrobiną szarości. Ptaki mówiły coraz ciszej. Jeden kos usiadł na gałązce i zrobił tylko krótkie: „ćwir”… a potem schował dzióbek w piórka.

Pipcia niosła swoją małą mapę. Była zrobiona z cienkiej kory brzozy. Na mapie widać było ścieżkę, dwa kamyki, krzaczek paproci i małą gwiazdkę narysowaną sokiem z borówki.

Nagle Pipcia poczuła na nosku chłodny powiew.

Podniosła głowę.

Nad lasem płynęła chmurka. Nie była groźna. Była szara i okrągła, jak miękka poduszka, która za dużo wypiła. Płynęła wolno… bardzo wolno… i zatrzymała się dokładnie nad polanką.

Pipcia zamrugała.

— Ojej… chyba będzie kap, kap — szepnęła.

Gdzie schować się przed cichym deszczem?

Najpierw spadła jedna kropelka.

Kap…

Trafiła w szeroki liść paproci. Liść drgnął lekko, jakby ktoś go połaskotał.

Potem druga.

Kap…

Usiadła na małym kamyku i zostawiła na nim błyszczące oczko.

Potem trzecia.

Kap…

Wpadła w trawę, a trawa cicho zaszeleściła.

Pipcia rozejrzała się spokojnie. Nie biegła. Nie musiała się spieszyć. Deszcz był miękki i mały. Ale jej mapa była z kory, a kora nie lubiła, kiedy robiła się zbyt mokra.

Tuż obok rósł wielki łopian. Miał liść tak szeroki, że wyglądał jak zielony daszek dla krasnoludka.

Pipcia podeszła pod niego i wsunęła się powoli do środka. Liść zakrył ją od góry. Było tam przytulnie. Pachniało ziemią i zielenią. Na brzegu liścia zbierały się krople, a potem spadały po jednej.

Kap…

Kap…

Kap…

Pipcia usiadła na suchym kawałku mchu. Przytuliła mapę do brzuszka. Jej futerko było ciepłe. Ogonek ułożył się obok niej jak mały wałeczek.

Słuchała.

Deszcz miał wiele głosów.

Na liściach mówił: plum, plum…

Na kamykach: tik, tik…

W trawie: szu, szu…

A na wielkim liściu łopianu robił: kap… kap… kap…

Pipcia oddychała równo. Wdech… i wydech… Wdech… i wydech…

Las też oddychał. Drzewa stały spokojnie. Ich gałęzie prawie się nie ruszały. Tylko czasem jedna kropla zsuwała się z igły sosny i spadała na dół, prosto w miękki mech.

— Chmurko — powiedziała Pipcia cichutko — dlaczego robisz kap, kap?

Chmurka nie miała buzi, ale odpowiedziała po swojemu. Zrobiła jeszcze kilka kropelek. Bardzo delikatnie.

Pipcia popatrzyła uważnie. Przypomniała sobie poranek. Wtedy słońce grzało kałuże, strumyk i mokre listki. Z wody robiła się lekka mgiełka. Taka prawie niewidzialna. Szła do góry… wysoko, wysoko… aż do nieba.

— Aha… — mruknęła Pipcia. — Kropelki poszły do chmury. Chmura trzymała je w brzuszku. A teraz zrobiła się ciężka… więc oddaje wodę ziemi.

To było proste i dobre.

Bo gdy deszcz wracał na ziemię, piły go korzenie. Mech robił się miękki. Jagody rosły okrąglejsze. Strumyk mógł dalej szemrać między kamieniami.

Pipcia uśmiechnęła się pod liściem.

— To nie jest płacz — powiedziała. — To chmurka dzieli się wodą.

Kropla, która pokazała drogę

Deszcz padał jeszcze chwilę. Nie mocno. Tak, jakby ktoś stukał paluszkami w kołderkę.

Pipcia poczuła, że jej powieki robią się trochę ciężkie. Ciepło schowało się w jej łapkach. Pod liściem było bezpiecznie. Nad nią zielony daszek. Obok mech. Dookoła las, który znał noc i wcale się jej nie bał.

Nagle jedna kropla zsunęła się z brzegu łopianu inaczej niż wszystkie.

Nie spadła na trawę.

Kap…

Spadła prosto na mapę Pipci.

Pipcia aż otworzyła szerzej oczy. Kropelka usiadła na korze i zaczęła powoli płynąć. Nie niszczyła mapy. Była mała i grzeczna. Toczyła się po narysowanej ścieżce… minęła dwa kamyki… potem krzaczek paproci… aż zatrzymała się przy maleńkiej gwiazdce z borówkowego soku.

Pipcia pochyliła główkę.

— Tam mam iść? — zapytała szeptem.

Kropelka błysnęła w ostatnim świetle wieczoru.

Za łopianem deszcz cichł. Kap… kap… potem już tylko… kap…

Chmurka nad lasem zrobiła się jaśniejsza i lżejsza. Odpłynęła powoli za sosny, jak puchata owieczka wracająca do stajenki.

Pipcia wysunęła nosek spod liścia. Powietrze było świeże. Trawa pachniała jak umyta łąka. Każdy listek miał na sobie małe srebrne oczko.

— Dziękuję, chmurko — powiedziała Pipcia.

Potem zwinęła mapę bardzo ostrożnie. Przytuliła ją do siebie i ruszyła w stronę gwiazdki. Szła wolno, bo noc nie lubi tupania. Mech pod łapkami był chłodny i miły. Gdzieś daleko zahukała sowa, spokojnie i miękko.

Pipcia znalazła pod starą sosną suchy dołek z igliwia. Ułożyła się w nim jak w pachnącym gniazdku. Ogonkiem przykryła łapki. Nad nią kołysała się gałązka, a na jej końcu wisiała ostatnia kropla.

Nie spadała.

Tylko świeciła cicho.

Pipcia zamknęła oczy.

Słyszała jeszcze las… szu… szu…

Słyszała swoje serduszko… puk… puk…

I czuła, że wszystko jest na swoim miejscu.

Chmurka oddała wodę ziemi.

Kropla pokazała drogę.

A Pipcia mogła odpocząć… spokojnie… cieplutko… bezpiecznie…

Autor konceptu: Redakcja Bajki Taty
Weryfikacja redakcyjna i dźwiękowa: Redakcja Bajki Taty
Treść przygotowana w oparciu o wytyczne psychologii rozwojowej dla grupy wiekowej 4-6 lat.

Share.